Beef Jerky – Przepis na suszoną wołowinę DIY

Wyruszając do lasu często bierzemy ze sobą jedzenie. Staramy się, aby było ono lekkie oraz łatwe do przygotowania. Zazwyczaj są to kanapki, konserwy, gotowe dania do podgrzania. Świetnym rozwiązaniem jest dość popularne Beef Jerky, czyli suszona wołowina. Nie najemy się nią tak jak obiadem, jednak jest bardzo smaczna, ma bardzo długi termin przydatności oraz przyjemnie się ją chrupie/żuje w marszu. Dzisiaj przedstawimy nasz przepis na specjał preppersów i turystów 😉

Kroimy wołowinę w paski. Powinny być one jak najcieńsze, jednak jeśli wyjdą za grube zawsze możemy skorygować to tłuczkiem do kotletów.

Zajmijmy się zamarynowaniem mięsa. Nie możemy podać dokładnych proporcji, gdyż wszystko zależy od ilości mięsa oraz naszych upodobań smakowych. Podstawowa marynata, którą uważamy za bardzo dobrą to:

-Sos sojowy

-Przyprawa do wieprzowiny/wołowiny

-Sól ziołowa lub zwykła – duża ilość

-Papryka mielona słodka

Wszystko należy dokładnie wymieszać w misce. Proporcje są dość dowolne, wszystko zależy od tego jak mocną chcemy mieć marynatę i który składnik ma się najbardziej wyróżniać. Paski mięsa dokładnie moczymy w marynacie. Następnie wkładamy miskę z wołowiną do lodówki na około 24 godziny. Gdy czas minie wyciągamy mięso i wykładamy do suszarki do grzybów lub do piekarnika rozgrzanego do 50-700 stopni, jednak pierwsza metoda jest dużo efektywniejsza i oszczędniejsza.

Nasza wołowina suszyła się 3 dni z przerwami. Po wszystkim porównaliśmy ją z jakąś tanią „Beef Jerky” z sieciówki od Sokołowa i domowa zdecydowanie króluje. Podobnie sprawa się ma z wołowiną ze sklepu militaria. Wersja do it yourself wychodzi zawsze smaczniejsza, zdrowsza i jesteśmy świadomi użytego mięsa i składników. Do tego proces wyczekiwania aż się ususzy również przynosi radość ze spożywania. Nasza dość szybko zniknęła, ale przyjemnie się ją żuło/gryzło w marszu 🙂

Po wszystkim możemy degustować nasze Beef Jerky. Jeśli ktoś ma ciekawy przepis na marynatę, chętnie przetestujemy i posmakujemy. Aby efektowi końcowemu dodać trochę koszerności i surwiwalizmu na zdjęciu musiał znaleźć się nóż 😀 . Dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam!

Mateusz

Gadżety z portali aukcyjnych – Wieczna zapałka – test/recenzja

Źródeł ognia jest wiele. Najpopularniejszym są zapałki i zapalniczka. Najskuteczniejszym krzesiwo. Jest więc miejsce na takie niestandardowe sposoby rozpalania? Postaram się przybliżyć jej wady oraz zalety.

Złym z mojej strony byłoby, gdybym nie zaczął od wymiarów. Są one następujące:

-258 mm szerokości

-50 mm wysokości

-10 mm grubości

Gadżet jest mniejszy niż paczka zapałek, co sprawia, że w kieszeni przestaje być wyczuwalny, ale odbija się to również na wygodzie użytkowania go. Produkt ten powinniśmy traktować bardziej jako ciekawostkę niż jedyne co bierzemy ze sobą do lasu. Mam wieczną zapałkę już dość długo i wiem, że nie trudno o to, żeby zawiodła. Knot, mimo, że nasączony bardzo szybko się wypala. Pierwsze kilka użyć jest bardzo wygodnych i nawet rozpaliłem tak kilka ognisk, jednak później samo zapalenie knotu staje się uciążliwe.

Bardzo mały jest „patyczek” z knotem, co dodatkowo utrudnia krzesanie. Do krzesiwa nie mam żadnych zastrzeżeń. Krzesze tak jak powinno. Ciężko na temat tego gadżetu powiedzieć coś więcej.

 

Podsumowując 

Gdyby nie fakt, że wieczne zapałki kosztują koło 2-5 zł to raczej nigdy nikomu bym jej nie polecał. Jest to głównie kolejna ciekawostka ze świata „taktycznego szpeju”. Jej zastosowanie musi być na prawdę ostatecznością, bo z wygody bym jej raczej nie używał. Odradzam wszelkie wieczne zapałki powyżej 7 zł z logo różnych outdoorowych firm, bo jest to to samo, tylko sygnowane czymś lepszym. Co do zalewania, próbowałem benzyną, denaturatem i benzyną do zapalniczek. Najlepiej wyszła opcja najdroższa, czyli benzyna do zapalniczek, bo najlepiej pachnie. Ot tyle na temat wiecznej zapałki. Chętnie dowiem się, jeśli ktoś ma bardziej pozytywne doświadczenia z produktem 🙂 .

Dziękuję za przeczytanie i pozdrawiam!

Mateusz

 

 

Plecak Mil-Tec Assault Big – recenzja/test

Za oknem szaro, nudno, pada deszcz. Chciałoby się wyjść do lasu. Jednak pogoda nie napawa mnie entuzjazmem na wyjście. Nie ma tego złego, zawsze można przeczytać recenzję budżetowego plecaka – Mil-Tec Assault pack Big.

Firma Mil-Tec zazwyczaj kojarzy się z najtańszym chińskim „syfem” wciskanym przez sprzedawców niedoświadczonym osobom. W pewnej części tak jest, jednak ten plecak według mnie jest odskocznią od tej opinii, o czym opowiem zaraz. Na wielu forach, gdy ktoś tylko napisze nazwę „Mil-tec” zostaje od razu poddany burzy komentarzy ludzi, którzy nie lubią firmy. Niestety wielu z nich nie miało nigdy sprzętu w rękach, ale jak to w internecie bywa – „nie wiem, ale się wpowiem”. Oczywiście nie mówię, że Mil-Tec jest zaufaną firmą, ponieważ tylko niektóre jej produkty są solidne, reszta często jest wątpliwej jakości. Co do tego plecaka również zdania są podzielone.

dsc_4161

Zacznijmy standardowo od parametrów. Ciężko jest dokładnie zmierzyć wysokość i szerokość plecaka, jednak jego przybliżone wymiary to:

-około 55 cm wysokości

-około 30 cm szerokości

Pojemność plecaka to 35 litrów. Występuje również wersja 20 litrowa. Materiał z jakiego został wykonany to poliester odpowiadający Cordurze. Waga samego plecaka to około 1 kg.

Przejdźmy do wnętrza. Pojemność plecaka rozdzielona jest na 2 kieszenie główne oraz 2 mniejsze na jego froncie. W pierwszej – największej znajduje się przegroda z siatki oraz zapinana kieszonka na drobne rzeczy. W drugiej – organizer. Kolejna kieszeń znajduje się w siatce dystansowej na plecach. Zaraz pod małą kieszonką na górze frontu – w średniej znajduje się kolejny organizer z przegródkami. Niewątpliwą zaletą plecaka jest jego doskonała organizacja przestrzeni. Rzadko w produktach z tego segmentu cenowego znajduje się tyle kieszonek, przegródek itp. Ostatnia mała kieszonka na górze jest najmniejsza i nie posiada organizera, mamy do niej często najłatwiejszy dostęp.

_MG_9381

Praktycznie cała zewnętrzna powierzchnia plecaka pokryta jest pasami molle, do których możemy przytroczyć różne elementy jak ładownice, kieszonki, karabińczyki czy inne. Również wzdłuż ramion plecaka poprowadzony jest pas i 2 D-ringi. Pozwala to na przyczepienie ważnych elementów również z przodu. Assault Pack jest dość wygodny, a przy małym obciążeniu prawie go nie czujemy. Jednak przy dużym potrafi zmęczyć plecy i bolą barki. Ciężko mi to sklasyfikować jako jego wielką wadę, bo jeszcze nie spotkałem się z plecakiem od którego nie bolały mnie barki po długiej wędrówce z obciążeniem przynajmniej 15-20 kg. Ramiona oraz tył pokryte są siatką dystansową, aby zwiększyć wygodę. Plecak posiada po 2 paski z klamrą po każdej stronie, aby plecak można było „skompresować” kiedy nie ma w nim zbyt dużo rzeczy. Kolejnym przydatnym rozwiązaniem jest pas biodrowy, który pozwala odciążyć plecy. Jest na tyle gruby, że nie uwiera, a klamra o dziwo jest dość dobrze wyprofilowana.

DSC_4170

Na dole plecaka również są 2 pasy pozwalające go skurczyć. Ciężko zrecenzować zamki w Mil-Tecu. W moim jednym 4 letnim Assault Packu padły właśnie po 4 latach użytkowania, ponieważ „na siłę” próbowałem go dopiąć. W tym egzemplarzu, który mam od 6 miesięcy jeszcze nigdy się nawet nie zacięły. Suwaki natomiast są średnie. Jak się szarpnie to się urywają, co raczej nikogo nie dziwi. Polecam wymienić je na paracord. Z ładnym węzełkiem wyglądają dużo lepiej i są bardziej trwałe.

DSC_4516

Ostatnią kwestią w plecaku jest jego wodo, a raczej ochlapo-odporność. Wewnętrzne strony są wyłożone gumopodobnym materiałem, który zapobiega dostawaniu się wilgoci i wody, jednak zamki nie wiem dlaczego, ale nie są wodoszczelne. Przez to na deszczu plecak raczej nie zamoknie, ale na terenie podmokłym może coś się dostać.

Podsumowując

Plecak kosztuje 120 zł. Czy to dużo ? To już zależy od indywidualnych upodobań i możliwości osoby kupującego. Nie jest to wcale tak tragiczny produkt jak mówią ludzie na forach, nie niszczy się od patrzenia, czego przykładem są moje 2 egzemplarze. Spełnia on moje wszystkie wymagania. Jest noszony codziennie do szkoły, na wyjścia do lasu i w podróże. Niewątpliwą zaletą są kieszonki i przegródki. Uważam, że w swojej „klasie” plecak jest znakomitym wyborem, a jeśli potrzeba wam czegoś lepszego lub bez loga Mil-Tec, to polecam szukać powyżej 300 zł.

Pozdrawiam po długiej przerwie i mam nadzieję, że uda mi się częściej pisać 🙂

Mateusz

Własna racja żywnościowa

Jedzenie na wszelakie wypady w plener zawsze stanowi pewnego rodzaju problem. Niby sprawa jest dość oczywista i każdy wie mniej więcej co wziąć ze sobą. Jednak okazuje się, że jeśli nie ma się stałego wycieczkowego menu, albo najzwyczajniej postanowi się zmienić takowe, wiele osób nie ma żadnego pomysłu.

str_mg_9346

Ostatnio na stronie pojawiła się recenzja racji żywnościowej SPŻ2. Tak jak zapowiadaliśmy  zrobiliśmy własną, przynajmniej trochę przypominającą składem tą arpolowską. Czy nam to wyszło? Można powiedzieć, że średnio. Niestety Ciężko jest wybrać konkretny posiłek po etykiecie.

Skład racji wyglądał następująco:

-konserwa: kurczak w rosole

-sól

-chusteczki mokre

-papier toaletowy

-suchary

-czekolada deserowa

-pasztet w puszce

-2x gorący kubek

-2x batonik musli

-2x cukierek kawowy

-2x herbata z owoców leśnych

str_mg_9353-1

Zaczęliśmy od wybrania głównego źródła białka. Szukaliśmy czegoś w stylu konserwy obiadowej jak w większości racji. Wybór padł na kurczaka w rosole, który jednak nie okazał się wyborem trafionym. Ciężko zagrzać go na ognisku i nie smakował wcale wybornie, choć dało się go zjeść. Następnie wybraliśmy gorące kubki od Knora zastępujące pomidorową zupkę błyskawiczną z SPŻ2, które były naprawdę dobre. Oprócz odpowiedniego smaku do zalet możemy zaliczyć łatwe przygotowanie. Wystarczy kubek i zagrzana na ognisku woda. Po zupkach przyszła pora na coś do przegryzienia. Myśleliśmy początkowo nad jakimś chlebem, bo szansa na znalezienie w markecie kultowych sucharów specjalnych była raczej znikoma. Udało nam się jednak znaleźć Suchary Beskidzkie, są one trochę mniej twarde i smakują odrobinę inaczej.

I tu dochodzimy do najgorszego wyboru żywieniowego w historii naszego życia. W zamian za konserwę mięsną wzięliśmy jeden z najtańszych pasztetów jakie można było dostać. Smakował obrzydliwie i żaden z nas nie chciał go jeść.

Wszystkie elementy, które można podciągnąć pod deser spisały się jak trzeba. Czekolada nie za gorzka, nie za słodka, jak to zwykle deserowa. Batonik smaczny i pożywny, a cukierki kawowe przyjemne do przegryzki w marszu. Herbata również nie wypadła blado i smakowała jak trzeba.

Całość zapakowaliśmy w worki śniadaniowe dla wodoodporności, do zestawu dodaliśmy tylko łyżkę i włożyliśmy do małej torby.

Nasze główne założenie brzmiało: podobna kaloryczność za mniejszą cenę. Zrobienie racji kosztowało  ok. 20 zł, więc podstawowy cel spełniliśmy. Udało nam się zebrać łącznie większą ilość kalorii niż w SPŻ2 i zapłacić mniej. Nie zmienia to jednak faktu, że gdybym miał wybierać, zdecydowałbym się jednak na produkt Arpolu.

 

Test/Recenzja polskiej racji żywnościowej SPŻ2

W tym roku udało nam się wybrać na „Zlot pojazdów militarnych – Gąsienice i Podkowy 2016” W Bornym Sulinowie. Oczywiście poza wszelkiej maści pojazdami militarnymi były też stragany, które były rajem dla osób o takich zainteresowaniach jak my. Mundury, wyposażenie, noże, broń i najważniejsze dla tej recenzji – wojskowe jedzenie. Oprócz sucharów wojskowych, które są nieodłącznym elementem diety „militarnej” znaleźliśmy także stoisko Arpolu. Niestety mieli oni ostatnią interesującą nas rację, więc nie było wyboru między daniami. SPŻ2, którą dzisiaj się zajmiemy.

Na szczęście mieliśmy ze sobą aparat i kilka akcesoriów, więc mogliśmy spokojnie przeprowadzić test w naszym „polowym studiu” 😀 . Rozstawiliśmy stolik, na niego arafatka, racja i kilka elementów wystroju. Wyszło całkiem klimatycznie.

spż2 1

spż2 2

Po rozstawieniu zabraliśmy się do racji. Jej skład wygląda następująco:

-Pulpety w sosie pomidorowym

-Mielonka drobiowa z wieprzowiną

-Zupa pomidorowa instant

-Suchary specjalne

-Herbata granulowana

-Kawa rozpuszczalna

-Guma do żucia

-Zestaw Esbit – kuchenka i paliwka

-3 chusteczki nawilżone i kilka zwykłych

-plastikowe sztućce i chwytak do puszki

-tabletka i worek do odkażania wody

-Cukierki (kawowy, cytrynowy i pomarańczowy)

-Czekolada gorzka

-Cukier, sól i pieprz

spż2 3

Racja zapakowana jest w bardzo szczelną folię. W środku wszystko ciasno upchnięte, aby nic się mocno nie pogniotło. Po wyciągnięciu wydaje się tego dość dużo. Racja ma dostarczyć 1613,75 kcal, czyli mniej więcej tyle co dość duży obiad. Dobrą metodą było posortowanie produktów. Kuchenka z paliwkami w jednym woreczku, „deser” w drugim, akcesoria higieniczne w trzecim.

spż2 5

Zacznijmy od początku, czyli dania głównego. Pulpety w sosie pomidorowym. Do nich dołączona jest kuchenka znanej marki Esbit razem z paliwkami w pastylkach. Należy powyginać blaszki w kształt kuchenki zgodnie z instrukcją, ustawić na bezpiecznym podłożu (koniecznie bezpiecznym po potrafi się podpalić !) i można zacząć gotowanie. Do przyrządzenia pulpetów zużyliśmy 3 pastylki. Danie zaczęło „bulgotać”. Kiedy je ściągnęliśmy specjalnym trzymakiem do puszek, było gorące zarówno na zewnątrz jak i w środku. Zapach dość przyjemny, konsystencja również. W puszce znajdowały się 4 pulpety zalane sosem. Smak sosu był bardzo wyrazisty, więc i danie było bardzo smaczne.

spż 6

Drugą potrawą była zupa. Nad nią nie ma co się zbytnio rozwodzić. Była po prostu niedobra, bardzo wodnista, bez smaku. Podobnie jak konserwa, zagryzana sucharami jest do zjedzenia 😉

spż 7

spż 8

Po daniu głównym i zupie przyszedł czas na mielonkę. Produkt, którego obawiałem się najbardziej. O ile Mateuszowi nawet smakowała, o tyle ja bez zagryzania sucharem nie mogłem jej przełknąć. Wspólnie stwierdziliśmy, że zamiast niesmacznej mielonki, lepiej byłoby dodać do zestawu jakiś pasztet.

spż 9

Po sucharach i mielonce było nam dość sucho, więc stwierdziliśmy, że to dobra pora na kawę i herbatę. Do poprawienia smaku użyliśmy tylko tego co było w zestawie. Napój herbaciany był bardzo dobry, nie trzeba było dosładzać, ponieważ i tak był bardzo słodki. Zaletą granulatu jest to, że rozpuści się nawet w zimnej wodzie, więc jeśli nie mamy czasu, a chcemy zabić „chemiczny” smak odkażonej za pomocą tabletki wody, będzie to świetne rozwiązanie.

spż 10

Kawa również bardzo dobra, czarna, mocna, więc musiałem ją mocno dosłodzić. Po dodaniu cukru była bardzo dobra. Wypiliśmy ją jedząc czekoladę gorzką. O dziwo smakowała jak prawdziwa czekolada, a nie jak wyrób czekoladopodobny.

spż 11

Z menu deserowego zostały jeszcze cukierki. 2 zwykłe z witaminą C i jeden kawowy. Smaczne.

spż 12

Podsumowując

Racja żywnościowa była na prawdę dobra. Pomijając konserwę, którą i tak dało się zjeść, tylko, że z sucharami. Posiłek jest pożywny, solidnie zapakowany i zawiera wszystko czego potrzebujemy do jego przygotowania. Jednak cena (33 zł) wcale nie zadowala. Za nią można śmiało złożyć własną rację z większą ilością kalorii i powiedzmy, że sprawdzonymi smakami. Mamy wgląd na to co się w niej znajdzie i przede wszystkim na cenę i jakość produktów. Zresztą to jest materiał na kolejny post, który pojawi się niebawem.

Póki co, pakujemy plecak i wracamy do szkoły, bo wrzesień tuż tuż 😉

DSC_3701

A na razie zostaje nam się pożegnać, podziękować za przeczytanie i pozdrowić :)30

Dakota Fire Hole

Ogień to rzecz podstawowa jeżeli chodzi o jakiekolwiek obozowisko. Przygotowywanie potraw, zagrzanie wody, czy po prostu ogrzanie się w chłodną noc w gronie przyjaciół, bądź samotnie to rzeczy nadające survivalowego smaczku zwykłemu wypadowi w plener.

Dzisiaj dosłownie ognisko w dołku, czyli Dakota Fire Hole. Jest to ognisko idealnie nadające się do gotowania w kociołku, czy pieczenia na ruszcie.

Samo zrobienie dziury pod dakotę nie stanowi dużego problemu jeśli mamy łopatę, bądź saperkę.

Dakota 3Zaczynamy od wykopania dołka, w którym będzie palił się ogień. Powinna mieć ona nie więcej niż pół metra głębokości. Następnie od strony wiatru w odległości nie większej niż ok pół metra od paleniska kopiemy drugą dziurę mającą doprowadzić tlen pod ogień. Obie dziury łączymy  kanałem pod powierzchnią gleby. Dobrze jest aby kanał ten zwężał się w kierunku paleniska.

Dakota 4

Wystarczy już tylko odpowiednio ułożyć drewno i rozpalić. Według mnie najlepiej jest zrobić platformę z cienkich gałązek, na której poukładamy opał.

Zrobienie dakoty nie zajmuje tyle czasu ile mogłoby się wydawać, a łatwo się ją kontroluje, praktycznie bez ryzyka zaprószenia ognia. W dodatku nawet przy lekkim wietrze pali się ono podobnie do piecyka rakietowego, co idzie w parze z naprawdę dużą ilością żaru, który wytwarza. Jednocześnie daje dużo ciepła co pozwala np. na szybkie ugotowanie wody w kociołku.

Mam nadzieję, że pomogłem wszystkim łaknącym wiedzy.

Jest to mój pierwszy wpis, w związku z czym pragnę serdecznie podziękować ekipie survivalowego za przyjęcie mnie w swoje szeregi .

Dziękuję zatem za uwagę wszystkim odwiedzającym stronę, pozdrawiam serdecznie, Mati.

Taktyczna torba Texar Commander od Noże Świata – recenzja, opis

Torba. Element znany praktycznie każdej kobiecie. Worek bez dna, w którym każda kobieta ma nieziemski bałagan i nieład. Co jednak, gdyby odwrócić tę wizję torby o 180 stopni ? Texar Commander to całkowite przeciwieństwo kobiecej torby. Jest skierowana do mężczyzn (choć nie tylko), jest w niej porządek,  wszystko jest zorganizowane, a do tego posłuży nam bardzo długo dzięki jakości wykonania. Jednak zacznijmy od parametrów.

Ciężko dokładnie napisać wymiary takiej torby. Jest ona średniej wielkości. Wykonana została z ochlapo- i częściowo wodoodpornego poliestru 1000D. Posiada główną komorę – worek w której znajduje się przegroda z siatki. Worek jest zaciskany, co ochroni wnętrze przed deszczem itp. Do zamykania zastosowane są klamry typu fastex i zamki błyskawiczne z suwakami z paracordu. Torba posiada liczne kieszenie obszyte taśmą molle. Poza główną komorą mamy jeszcze 6 kieszeni i kilka przegród, co jest bardzo dobrym zagospodarowaniem miejsca.

Texar Commander 1

Z przodu torby jest rzep umożliwiający przyczepienie naszywek. Pas nośny jest wyposażony w „poduszkę” i jest ona dość wygodna, chociaż gdy torba jest ciężka, po jakimś czasie nawet ta „poduszka” nie pomaga i boli ramię. Dobrym sposobem na zdejmowanie torby jest klamra, którą możemy rozpiąć i bardzo szybko ściągnąć torbę bez przekładania przez głowę. Z tyłu torby jest rzep umożliwiający przypięcie torby do paska, aby nie latała. Cały tył pokryty jest poduszkami z siatki dystansowej. Główna kieszeń zaciskana jest paracordem ze stoperem, podobnie jak kieszeń na małą butelkę, jednak ta pierwsza dodatkowo jest zasłaniana zapinanym panelem z klamrą.

Texar Commander 6

Wykonanie torby. Uważam, że jest naprawdę porządne. Czasami zdarzy się jakaś odstająca nitka, jednak szycia są mocne i nie puszczają. Torba była ze mną na 4 wypadach do lasu i 2 do miasta. W każdym z nich spisała się bardzo dobrze. Jedyny mankament wykonania do którego mogę się przyczepić, to węzeł przy suwakach. Mógłby być lepiej zawiązany, ponieważ mam wrażenie, że pewnego dnia się rozplącze.

Texar Commander 5

Oprócz podstawowego przenoszenia rzeczy na co dzień lub do lasu znalazłem dla torby bardzo odpowiadające mi rozwiązanie, mianowicie przenoszenie sprzętu do fotografowania/filmowania. Dzięki wielu kieszeniom jest to bardzo dobra opcja dla ludzi, którzy nie potrzebują miejsca na aparat/kamerę + 2/3 obiektywy + pierdółki. Wydaje mi się, że dbałość o szczegóły w torbie jest dosyć dobra. Wszystko jest bardzo równo szyte, nic nie odstaje nic nie odchodzi. Torba powinna wytrzymać dobre kilka lat przy zwyczajnym użytkowaniu, to znaczy: Szanowana i nie wystawiana na zbyt wielkie obciążenie.

Texar Commander 3

Texar Commander 4

Texar Commander 8

Podsumowując

Torba kosztuje 95 zł. Według mnie jest to dobra cena za ten produkt. Dostajemy dobrze wykonaną torbę skierowaną do ludzi lubiących taktyczny charakter produktu. Niewątpliwą zaletą jest ilość przegród i kieszonek. Jest na tyle duża, że możemy uporządkować w niej swoje rozbudowane EDC lub sprzęt na pomniejsze wyjścia do lasu. Jeśli do podróży w miejską puszczę nie potrzebny nam laptop/tablet i kupony do Starbucksa to również będzie ona świetnym rozwiązaniem, jednak może rzucać się w oczy osobom niezorientowanym w temacie. Innym dobrym rozwiązaniem może być zapakowanie do niej małego zestawu ucieczkowego lub zestawu samochodowego. Ile ludzi, tyle pomysłów. Torba jest na tyle wszechstronna, że można dla niej wymyślić dużo zastosowań.

Torbę można nabyć tu: KLIK

Po wpisaniu kodu rabatowego „survivalowy.pl” pojawi się 5% zniżka.

Dziękuję sklepowi Noże Świata za udostępnienie torby i pozdrawiam.

Mateusz

 

 

 

!!! KONKURS !!!

Wszystkie informacje tutaj: https://www.facebook.com/portal.survivalowy/photos/a.653613184766594.1073741828.637170883077491/803232029804708/?type=3&theater&notif_t=like

Zapraszam do wzięcia udziału i powodzenia !

Konkurs

Taktyczna mini nerka od Baribal Poland – na co dzień i do kamizelki taktycznej

Krawiectwo taktyczne stało się ostatnimi czasy bardzo popularne. Na naszym rynku możemy znaleźć głownie produkty firm Wisport, Helikon, Surge, Survivaltech (recenzja TUTAJ) oraz wyżej wymieniony Baribal Poland. Dziś zajmiemy się mini nerką od Baribala. Zacznijmy standardowo, czyli od parametrów produktu.

Baribal 2

Wymiary:*

Szerokość: 160 mm

Wysokość: 110 mm

Głębokość: 60 mm

Waga: 215g (236g z trokami)

Szerokość pasków: 25 mm

Materiał z jakiego wykonana została nerka to Cordura 1000D. Na dole jest otwór odprowadzający wodę, dlatego nie jest ona wodoodporna, ale chroni zawartość przed wszelkiego rodzaju zachlapaniami. Z tyłu wszyte są 25 mm paski z nylonu w systemie molle umożliwiającym przytroczenie nerki do plecaka lub kamizelki taktycznej. Z przodu zaś jest system molle jednak zamiast taśmy jest rzep umożliwiającej przyczepienie naszywki. Zamki są mocne, a za suwaki odpowiadają pętelki z paracordu identycznie jak w nerce mod.18

Baribal 7

Baribal 5

Wszystkie paski to wytrzymały nylon starannie stopiony na końcach, żeby zapobiec pruciu się ich. Są one regulowane oraz te opinające ciało wyciągane. Szycia są bardzo staranne i dokładne. Przez 2 miesiące czasami ciężkiego użytkowania nic się nie stało, a nerka dalej wygląda jak nowa. Zamki nie puściły, szycia się nie prują, nie odstają nitki. Na pewno świadczy to o naprawdę wysokim poziomie wykonania.

 

 

 

Nerka przymocowana do plecaka.

Nerka przymocowana do plecaka.

Bardzo dużym plusem jest fakt, że do nerki dodawane są troki w systemie molle, dzięki którym bez problemu można przytroczyć nerkę do plecaka/kamizelki taktycznej. Nerka posiada dwie kieszenie. Jedną główną oraz jedną mało na przedzie. W głównej znajduje się organizer o którym zaraz. W małej wszyta jest elastyczna taśma pomagająca zorganizować przedmioty w środku.

Baribal 4

Baribal 6

Przejdźmy teraz do środka. Znajduje się tam przegroda na której wszyte są taśmy elastyczne duża z podziałką 4 cm, a na niej mała z podziałką 2 cm. Umożliwia to zorganizowanie zawartości, aby nic nie „latało luzem” np. nóż, latarka, długopis, krzesiwo itp. Po przeciwnej stronie znajduje się kiszeń z zamkiem zrobiona z siatki dystansowej. Na niej również jest taśma. Bardzo dobre rozwiązanie. Nerka jednocześnie może być swego rodzaju organizerem EDC, lub nawet apteczką.

Baribal 9

Została zrobiona z bardzo dobrej jakości materiałów i powinna wytrzymać długie lata intensywnego użytkowania. Do nerki wchodzi dosyć dużo jak na jej wielkość, dlatego uważam, że nadaje się na apteczkę. Jest bardzo poręczna, wygodna i nie uwiera.

Baribal 10

Podsumowując

Kupując mini nerkę od Baribala za 109 zł nie przepłacamy ani złotówki. Świetne materiały, bardzo dobre wykonanie. Uważam, że dużo lepiej wydać te ponad 100 zł raz i mieć produkt na lata niż kupować co pół roku/rok chińskie badziewie. Oczywiście nie dyskryminuję Chińczyków, bo wiem, że potrafią zrobić coś lepiej niż wszyscy inni za dobre pieniądze, ale jeśli chodzi o plecaki, nerki, torby wiem, że polskie firmy zrobią to lepiej. Nerkę oczywiście można spersonalizować, jeśli nie podpasuje nam wersja standardowa, jednak będziemy musieli nieco dopłacić. Warto ? Warto ! Ja po zapoznaniu się z tym produktem jestem prawie zdecydowany na kupno portfela od Baribala.

Dziękuję za przeczytanie, pozdrawiam !

Zapraszam do zapoznania się  ofertą sklepu Baribal Poland: http://baribalpoland.pl/pl/

 

 


 

*Wzięte ze strony producenta

DIY: Patyna na stali węglowej (Mora Basic 511)

Dzisiaj patent, który wykorzystuje bardzo dużo ludzi mających budżetowe noże ze stali węglowej – wymuszona patyna. Efekt ten całkiem fajnie wygląda, a poza tym daje jako takie właściwości anty-rdzewne. Patyna jest dość trwała, ale po jakimś czasie trzeba ją znowu nałożyć. Przechodząc od razu do tematu potrzebne nam będą:

-Nóż ze stali węglowej (tutaj Mora Basic)

-Ocet

-Pojemnik

-Coś do odtłuszczania (benzyna, odtłuszczacz, rozpuszczalnik)

-Szmatka

DSC_1798

Jeśli na naszym nożu zdążył już się pojawić rdzawy nalot musimy go zetrzeć drobnym papierem ściernym. Ja do tego celu użyłem gradacji 2000. Następnym krokiem jest oczyszczenie i odtłuszczenie krawędzi. Nakładamy na szmatkę trochę odtłuszczacza  i dokładnie wycieramy cały nóż. Po tych zabiegach wystarczy zalać octu do naczynia na wysokość ostrza i zostawić nóż na noc. Czas jaki nóż powinien spędzić w takiej kąpieli nie jest określony. Jeśli przybierze on równomierną czarną barwę jest to dla nas znak.

DSC_1801

Kiedy wyciągniemy nóż z octu warto go przemyć lub przynajmniej porządnie wytrzeć ręcznikiem papierowym. Oto efekty pracy. Po jakimś czasie będę musiał jeszcze raz ją nałożyć, jednak powinna trochę wytrzymać. Była to moja pierwsza patyna i myślę, że nie wyszła najgorzej.

mora patyna 2

Mora patyna

A przed zabiegiem nóż wyglądał tak:

DSC_1799

Szybki patent na święta. W kuchni powinniście bez problemu znaleźć chociaż trochę octu. Mam nadzieję, że wyjdzie Wam to bardzo dobrze, życzę wesołych, zdrowych świąt i survivalowych prezentów pod choinką 🙂